- Monitoruj media
- z największą w Polsce firmą tej branży
Blog
Kiedy po raz pierwszy przeczytałam o konkursie nawet nie podejrzewałam, że za kilka miesięcy znajdę się w samym centrum Londynu. Na początku konkurs był świetną motywacją do zdobycia wiedzy i przećwiczenia kreatywności. Przejście do drugiego etapu było wspaniałą okazją do przetestowania tej wiedzy. Trzeci etap był pierwszym w moim życiu spotkaniem z najlepszymi w dziedzinie PR profesjonalistami. A czwarty…czwarty był nie tylko wyzwaniem, czy wakacyjną przygodą po prostu jedną z wielu. Dla mnie był odpowiedzią, jaki obrać kierunek, ponieważ jako studentkę czwartego roku, takie pytania nurtowały mnie coraz częściej. Dziś już wiem, że to właśnie PR odpowiada najbardziej moim zainteresowaniom, ale także mojemu charakterowi. I nic tak nie pozwala się o tym przekonać jak rzucenie się w wir praktyki, gdzie po omacku poznajesz, na czym ta praca polega, prowadzony przez ludzi, których pozycje w CV to same perełki. ![]() Dzień, w którym otrzymałam telefon z informacją, że zajęłam pierwsze miejsce w konkursie i lecę do Londynu zapamiętam na zawsze. Ale nie zamierzam emigrować :) Moja Ziemia Obiecana pozostaje w Łodzi, a podczas tych wakacji znalazłam ją także w kręgu PR-u. 24.09.2007 |
||
Moje połowinki w Londynie rozpoczęły się długim weekendem z okazji Bank Holiday, czyli dnia wolnego od pracy. W Wielkiej Brytanii takich dni jest kilka, a nazwa wiąże się z faktem, iż tego dnia banki są zamknięte. Przez ostatni tydzień pracowałam nad komunikacją na temat działań CSR, co mnie bardzo cieszyło, ponieważ od dawna się tym interesowałam. Zapoznawałam się z tym, jak to robią inni i uczestniczyłam w procesie tworzenia propozycji dla naszego klienta. Błyskawicznie przekonałam się, że idea, która w Polsce jeszcze raczkuje (oprócz dużych korporacji, które zaczynając działalność w Polsce przyniosły ją ze sobą), tutaj w Anglii już się modyfikuje. Rzadko ktoś w ogóle używa pojęcia CSR, które źle się kojarzy. Więc moja rada: planując jakiekolwiek działania, warto przeanalizować te podejmowane przez firmy zachodnie. Nadal co rano przy kawie przeglądam najważniejsze gazety brytyjskie i muszę przyznać, że bardzo to pomaga w „orientacji w terenie”. Nauczyłam się także czytać gazety pod innym kątem (kątem PR-owca) i dostrzegać, które teksty są zapychaczami miejsca, a które celowym działaniem agencji takich jak ta, w której właśnie PR-aktykuję. I jeszcze jedno: wszystkie gazety w mniej lub bardziej zbliżony sposób poruszają te same tematy. Oczywiście jeśli jest to coś ważnego, to jest to zrozumiałe. Ale jeśli chodzi o pszczoły?! J No i poznałam także inne zespoły w wielkim biurze Fleishman–Hillard. Różnica od razu rzuca się w oczy. Moje piętro, gdzie drużyna Corporate zasiada wspólnie z Public Affairs, jest poważne i eleganckie, podczas gdy piętro zespołów Creative, Technology i Consumer jest kolorowe i inspirujące. Najbliżej poznałam grupę Healthcare, podczas tworzenia spotu telewizyjnego dla jednego z klientów. Miałam więc okazję przeżyć mój aktorski debiut. Pisząc ten wpis zastanowiłam się, ile jeszcze mi zostało? Półtora tygodnia. Tylko? No tak. A ja już się przyzwyczaiłam do porannego wstawania i jechania na godzinę 9:00 metrem z drugiego końca Londynu, przeciskania się przez tłumy, które zmierzają z kubkiem kawy w ręku do pracy. Przyzwyczaiłam się do lunchu w samym sercu Covent Garden, podziwiając występy ulicznych teatrów i do otwartości Londynu, bo gdziekolwiek się nie stąpnie, nawiązujesz nowe znajomości. Ale jeszcze nie czas na pożegnania... 29.08.2007 |
||
Już od dwóch tygodni jestem członkiem Corporate Team w londyńskiej agencji Fleishman–Hillard i muszę przyznać, że czas zleciał szybko. Po tym okresie pierwsze skojarzenie z agencją, jakie przychodzi mi do głowy to: PROFESJONALIZM - zawsze wszystko jest przygotowane rzetelnie, długo przed czasem, fachowo wydane i przystrojone doskonałym serwisem. Idealnie trafiłam na okres, kiedy agencja obsługuje właśnie klienta działającego także na rynku polskim. Część działań z tym związanych przypadły w udziale właśnie MNIE, dzięki czemu jestem rzeczywiście członkiem zespołu, co trudno osiagnąć będąc osobą od wszystkiego. Szczerze mówiąc częścią zespołu czułam się od pierwszego dnia – od pierwszego spotkania organizacyjnego, służbowego lunchu i pierwszego złożonego raportu; jakbym tu była od zawsze J. Oprócz mojego głównego zadania, przypadają mi w udziale także te, związane z innymi klientami, dzięki czemu mogę poznać wiele różnych strategii i pomysłów oraz przekonać się, czy PR jest rzeczywiście zajęciem, któremu nie tylko mogę, ale CHCĘ się poświęcić. Dlaczego? Ponieważ poznaję tutaj także te mniej interesujące aspekty pracy: poranny monitoring mediów, wielokrotne czytanie tych samych wiadomości i obowiązek ciągłego bycia świadomym, co się dzieje w temacie. Podczas praktyki można się nauczyć wielu rzeczy merytorycznych, szczególnie będąc w Corporate Team, którego działalność dotyka każdego obszaru PR-u. Ale największą wartością jest obserwacja wszystkich umiejętności miękkich, których nie znajdziemy w podręcznikach: przygotowania i organizacja spotkania z klientem, no i najważniejsze: uwagi i komentarze – co poszło nie tak, co można bylo poprawić i oczywiście, w angielskim stylu, jak wiele rzeczy było extra, super itd. Z drugiej strony PRaktyki za granicą to okazja do odczucia na własnej skórze wymiarów kultury. Dopiero gdy się znajdziemy w środku zupełnie innej kultury pracy, uświadamiamy sobie jak znaczące są różnice i jak bardzo trzeba je brać pod uwagę. Wielka Brytania to rzeczywiście kraj indywidualistów, choć nie ma to potwierdzenia w stylu pracy – każdy klient jest obsługiwany zespołowo, a pracownicy zawsze wszystko ze sobą konsultują i informują się nawzajem. A więc jak na razie SUPER! Dużo nowych doświadczeń, profesjonalny zespół, ciepłe przyjęcie do grona i nietypowa londyńska pogoda: SŁOŃCE!!! Kolejne wrażenia po półmetku… 17.08.2007 |
||
Staż dobiegł końca. Czas na podsumowania. Muszę przyznać, że staż w agencji Fleishman-Hillard w Brukseli to okres wytężonej pracy. Nie pamiętam, abym kiedykolwiek z braku obowiązków nudził się w biurze. Praktycznie non stop, aż do samego końca mój kalendarz zapełniony był terminami. Nawet ostatniego dnia dostawałem nowe zadania do wykonania. Z każdym projektem dowiadywałem się nowych informacji. Dlatego też czas ten oceniam jako niezwykle efektywny. Przed wyjazdem do Brukseli zastanawiałem się, jak bardzo moje wyobrażenia o profesjonalnym biurze światowej agencji PR odbiegają od rzeczywistości. Po zakończeniu stażu okazało się jednak, iż praktycznie ujrzałem niemalże dokładnie taki świat, jaki chciałem ujrzeć, jakim go sobie wyobrażałem. Profesjonalizm, olbrzymie tempo pracy, zapał i pasja. Być może wielu z Was (czytelników mojego wpisu) powie teraz: "Jasne... Pojechał, wrócił i teraz idealizuje!". Wierzcie mi daleki jestem od upiększania, wyolbrzymiania i idealizowania. Miesiąc w międzynarodowej agencji to naprawdę stos pozytywnych doświadczeń. To zupełnie inna jakość. Uważam, że przez ten miesiąc udowodniłem samemu sobie, iż to właśnie PR jest tym, czym pragnę się w życiu zajmować. Uważam, iż posiadam teraz prawidłowe wyobrażenie o profesjonalnym public relations. Uważam także, iż nosząc ten bagaż doświadczeń, jestem w stanie osiągnąć w życiu znacznie więcej. Kończąc dodam, iż decyzję o udziale w konkursie podjąłem z entuzjazmem, niemalże w tej samej chwili, w której przeczytałem zadania konkursowe. Od początku do końca z determinacją pracowałem nad kolejnymi etapami konkursu. Poświęciłem na to naprawdę wiele czasu i energii. Nie mówię, że było łatwo, ale z pewnością było warto! 06.08.2007 |
||
Już półmetek mojego stażu. Strasznie wszystko szybko się tutaj dzieje. Praca, praca i praca. Nadal jestem człowiekiem od wszystkiego. Aktualizuję listy dziennikarzy, dzwonię do różnych ludzi i pytam o różne sprawy, śledzę to, co dzieje się w parlamencie i komisji, przygotowuję raporty, monitoruję media... Jestem super uniwersalny. Ma to swoje dobre i złe strony. Dobre to takie, że dużo się dzięki temu uczę, praktycznie cały czas dowiaduję się czegoś nowego. A złe to takie, że wchodzę do biura świeży i wyspany o 9.00 a wychodzę padnięty i zmęczony o 18.00. Pocieszam się tylko, że w tej kwestii sam tutaj nie jestem :-). W ostatnich dniach uczestniczyłem także w kilku interesujących szkoleniach (tutaj pracownicy szkolą się nieustannie w czym się tylko da). Szkolenie z zakresu prowadzenia negocjacji i rozmowy z przedstawicielami UE oraz klientami, szkolenie mające na celu poszerzenie wiedzy na temat funkcjonowania Komisji Europejskiej, szkolenie dotyczące lobbingu, trening z Communication Skills – wszystko naprawdę przydatne i ciekawe. Jak narazie staż oceniam bardzo pozytywnie. Dzisiaj idę po pracy zobaczyć Atomium z bliska. Widziałem je już parokrotnie, ale z dużej odległości. Bruksela ma pagórkowate podłoże dzięki czemu w wielu miejscach można podziwiać piękne widoki. Jedyną rzeczą, która wywołuje we mnie niemalże depresję, jest pogoda. Mogłoby w końcu przestać padać! 20.07.2007 |
||
Minął pierwszy tydzień mojego stażu w Brukseli. W ciągu tych kilku dni działo się wokół mnie tyle, że musiałbym poświęcić jakieś 2h na to, by to składnie opisać. Ponieważ nie mam aż tyle wolnego czasu (absolutnie wszyscy dbają tutaj, abym się nie nudził) postaram się więc ograniczyć do kilkunastu zdań. Po 19h podróży autokarem (odradzam każdemu) modliłem się, aby wszystko z zarezerwowanym przeze mnie mieszkaniem było w porządku. No i było (ufff...). Pierwszy dzień w firmie Fleishman-Hillard to szereg zdarzeń, które po prostu same się jakoś działy. Najpierw spotkanie z Charifem (to tutejszy Director of Corporate Communications, bardzo przyjazny i sympatyczny człowiek). Nakreślił mi mniej więcej czym się będę zajmował. Przedstawił najpierw projekty, które na mnie czekają, a później mnie samego całej firmie (jakieś 25 osób). Oczywiście przy 25. powtórce „Hi, I'm Zbyszek. Nice to meet you!" miałem już serdecznie dosyć poznawania nowych osób :-). Spora firma. Nauka imion trochę zajęła. Na szczęście później miałem okazję porozmawiać z każdym na temat tego, czym się zajmują w firmie, za co kto jest odpowiedzialny itp. Naprawdę sporo z tych rozmów wyniosłem. Moim pierwszym zadaniem (które ma trwać prawie do końca stażu) jest monitorowanie stron internetowych na temat ftalanów (to związki chemiczne produkowane przez jednego z klientow FH) oraz przygotowanie zbiorczego raportu. Ponadto jestem człowiekiem od wyszukiwania informacji potrzebnych pracownikom (obecna sytuacja na rynku rosyjskim, informacje na temat projektów UE dotyczących artretyzmu i takie tam, co kto chce, to mu wynajduje :-) ). Przedwczoraj miałem okazję obserwować tak zwany „launch" nowej Nokii E90 (bo FH obsługuje także i Nokię). Fajnie. Ciekawie zorganizowane. Oprócz tego byłem jeszcze na szkoleniu z zakresu UE, bo pracownicy FH szkolą się regularnie. Mam także przygotować listę firm obsługiwanych przez konkurencję. Teraz jak wymieniam to, czym się zajmuję, mam wrażenie, że nic tu nie robię, ale prawda jest taka, że ja tu na nic nie mam czasu. Pracując dla kilku osób jednocześnie, muszę się rozdwajać, a czasami nawet i roztrajać, żeby się na czas wyrobić. Praca dość męcząca od 9 do 18 z godzinną przerwą na lunch. ![]() A Bruksela? Piękna. To wyjątkowe miasto, serce Europy. Oprócz majestatycznych budowli Parlamentu Europejskiego, Komisji i Komitetów jest także niesamowita starówka. Zrobiła na mnie takie wrażenie, że jestem pewien, iż gdy tylko znajdę czas podczas weekendu, to przejdę się tam jeszcze raz. 10.07.2007 |
||
| Wszystkich pozycji:6 | strona: 1/1 | na stronie: |
Instytut Monitorowania Mediów Sp. z o.o., Al. Jerozolimskie 53, 00-697 Warszawa, tel (+48 22) 378 37 50, imm@imm.com.pl
- OFERTA:monitoring prasy: lista gazet | monitoring internetu: lista portali | AMI | monitoring RTV: lista stacji RTV | monitoring międzynarodowy | platforma IMM: statystyki | dodatkowe pola opisu | raporty i analizy: serwisy informacyjne | analiza skuteczności | referencje | przykłady raportów | ekwiwalent reklamowy | MediaContact: korzyści | HIM | oferta dla wydawców
- PUBLIKACJE:
- DLA MEDIÓW:
- PLATFORMA IMM:






