- Monitoruj media
- z największą w Polsce firmą tej branży
![]() Konkurs „Praktykuj za granicą” to wspaniała i warta polecenia zabawa, która - tak jak w moim przypadku - moze okazać się równie interesującą wakacyjną przygodą. Przystępując do konkursu nie podejrzewałam, że tegoroczne wakacje upłyną mi na praktykowaniu. Nie przypuszczałam tym bardziej, że owe praktykowanie obejmie dziedzinę PR, a już zupełnie abstrakcyjna wydawała się myśl, że to wszystko miałoby mieć miejsce w samym sercu Londynu, tuż nad stacją Covent Garden. Co potwierdza moja historia, nawet takie rzeczy są możliwe… Nowe, nieprzecenione doświadczenia, znajomości, nabyte umiejetnosci - to wszystko zyskałam dzięki „Praktykuj za granicą”. Nie będę rozwodzić się nad merytoryką praktyk, tudzież nad wartością mojego CV zawierającego obecnie tak ceniona praktykę zagraniczna, nie wspomnę o pozytywnych referencjach udzielonych przez absolwentów takich uczelni, jak Cambridge. Najważniejsze bowiem jest to, że tego rodzaju konkursy ogromnie poszerzają horyzonty, zmieniają dotychczasowe punkty odniesienia, pozwalają patrzeć odważnie w przyszłość. Za największą zaletę mego praktykowania uznam nie umiejętność pisania strategii, ale większe zaufanie do siebie i swoich talentów. Nic tak bowiem nie hartuje, jak ekstremalnie opóźnione lądownie na Gatwick o 2 am, rozładowany telefon w kieszeni i brak namiarów na znalezione przez internet mieszkanie. I ostatnie zdanie pokrzepienia, dla wszystkich przyszłych uczestników, by bez względu na doświadczenie w branży PR, jeśli tylko mają chęć i głowę pełną idei, by spróbowali swoich sił. Bo tu liczy się pomysł… Mowię to Ja, … która jeszcze rok temu nie znała różnicy między planem działania a strategią:) 02.11.2006 |
||
![]() Konkurs „PRaktykuj za granicą” był dla mnie szczególnego rodzaju przygodą i niepowtarzalnym przeżyciem. Praca nad strategią komunikacji dla Amnesty International pozwoliła mi rozwinąć skrzydła w myśleniu strategicznym i koncepcyjnym, które uwielbiam. Możliwość zdobycia nowej wiedzy i umiejętności, chęć zweryfikowania swojej wiedzy oraz chęć sprawdzenia się, były szczególnie inspirujące i motywujące podczas pracy nad projektem. Kolejne tygodnie tworzenia strategii i poszczególne etapy konkursu utwierdzały mnie w przekonaniu, że public relations jest fascynującą dziedziną i warto kształcić się w tym kierunku, warto szukać własnych rozwiązań. Wyjazd na staż do agencji Fleishman-Hillard Dublin pozwolił mi poznać prawdziwych pasjonatów tej dziedziny. Co więcej, miałem okazję z Nimi pracować, rozmawiać, wymieniać poglądy i spostrzeżenia. Ich ujmująca życzliwość i otwartość pozwoliły mi w pełni skorzystać ze stażu. Irlandia? Piękna, życzliwa, urokliwa i zielona:). Miejsce pełne wspaniałych i pogodnych ludzi. Wszystkich, którzy uwielbiają wyzwania i public relations oraz mają naturalną potrzebę zdobywania wiedzy, serdecznie zachęcam do podjęcia wyzwania kolejnej edycji „PRaktykuj za granicą”. 02.11.2006 |
||
![]() To niewiarygodne, ale minęło już kilka miesięcy od czasu, gdy rozpoczęła się moja przygoda z PRaktykuj za granicą. Za każdym razem, gdy otwierałam skrzynkę i odczytywałam maila informującego, że przeszłam do kolejnego etapu konkursu, przecierałam oczy ze zdziwienia. Udział w konkursie potraktowałam jako zabawę i faktycznie miałam przy tym sporo frajdy. Gdy się dowiedziałam, że szacowne jury doceniło moją pracę i postanowiło nagrodzić mnie miesięcznym stażem w agencji Fleishman-Hillard w Brukseli, uświadomiłam sobie, że ta zabawa może całkiem poważnie „namieszać” w moim życiu. Tak też się stało;) W czasie miesiąca, który spędziłam w profesjonalnej agencji public relations, mogłam zweryfikować swoją wiedzę teoretyczną na temat PR-u, a przede wszystkich zdobyć umiejętności praktyczne. Pracowałam z doświadczonym zespołem, wśród ludzi bardzo życzliwych i chętnych do dzielenia się swoją wiedzą. Taka okazja nie trafia się często:) Poza tym „zawodowym” aspektem, wyjazd umożliwił mi poznanie ciekawych miejsc i fantastycznych ludzi różnej narodowości. Wróciłam do Polski naładowana pozytywną energią i przekonana, że nie ma rzeczy niemożliwych. Teraz doświadczenie, które zdobyłam w agencji Fleishman-Hillard w Brukseli pomaga mi w mojej codziennej pracy (po powrocie zajęłam się PR-em zawodowo). Public relations to już dla mnie nie tylko teoria i zabawa, ale sposób na życie - i nadal sprawia mi wiele radości. Kto wie, może w przyszłym roku też się na jakiś konkurs skuszę …;) Teraz już jestem pewna, że próbować warto:) 02.11.2006 |
||
Tak, proszę Państwa, to już końcówka, lądowanie:) Właściwie, pisząc to krótkie podsumowanie, gdzieś wewnątrz, w głębi wiele myśli i wiele obrazów się przewija. Ale cóż, nie czas na sentymenty, nie czas na wzruszenia;) To był bardzo owocny miesiąc i z czystym sumieniem mogę napisać, że wszystkie zadania zrealizowałem. Uwieńczeniem całości, będzie krótka prezentacja (za jakieś 2 godziny) moich przemyśleń na temat nowych mediów w PR. FH Dublin to bardzo przyjazne miejsce. Właśnie taki obraz zachowam w pamięci. To zgrany team, to profesjonalizm i rzeczowość. To pełna harmonia. To ludzie i niezwykła życzliwość, cecha chyba większości Irlandczyków. Było mi niezwykle miło gościć tutaj. I co ważne… korporacja nie taka straszna jak ją malują:) W moim głębokim przekonaniu to ludzie kształtują kulturę firmy, a nie korporacja. W Dublinie poznałem wyjątkowo przyjaznych ludzi i, co bardzo ważne, profesjonalistów w swojej branży. A Dublin hmmm… słodko - cierpki;), a raczej pogoda dublińska tak nastroje kształtuje:) Samo miasto to mnóstwo zakątków, gregorianskiej architektury, to miejsce pisarzy… Joyce'a, Becketta, Wilde'a… Najbardziej zachwycił mnie kampus Trinity Collage - miejsce niezwykłe, wyciszone i malownicze. Tutaj, w samym sercu miasta, można się wyciszyć i… zjeść kanapkę. Kończąc cytatem z Oscara Wilde'a, żegnam wszystkich! "I adore simple pleasures. They are the last refuge of the complex". 01.09.2006 |
||
To już ostatni dzień moich praktyk w brukselskim FH. Miesiąc, który z początku wydawał się straaaasznie długi, minął wyjątkowo szybko. Jeszcze tak niedawno przedstawiałam przed szacownym jury mój projekt strategii komunikacji dla Amnesty International. Jedyne myśli, jakie zaprzątały mi wtedy głowę to: czy się zmieszczę w przeznaczonym dla mnie czasie, czy nie popelniłam merytorycznych błędów, czy jury rozniesie mnie końcowymi pytaniami... ;) W ogóle nie brałam pod uwagę, że to ja mogę wyjechać na staż do międzynarodowej agencji PR w Londynie, Dublinie czy Brukseli, a tu już trzeba się pakować;) Przez ten miesiąc wzbogaciłam swoją wiedzę teoretyczną w zakresie public relations o praktyczne doświadczenia. Przyglądałam się pracy międzynarodowej agencji PR, uczyłam się od ludzi, którzy mają za sobą niesamowite doświadczenie zdobyte w Londynie, Paryżu, Rzymie, Nowym Jorku, Berlinie, Amsterdamie, a nawet Wietnamie czy Hong Kongu!!! Miałam okazję pracować przy różnych projektach dla wielu firm, zbierając niezbędne materiały, poszukując informacji, uczestnicząc w burzy mozgów, tworząc listy gości na eventy, opracowując własne raporty itp., itd. Wszystko to w przyjaznej atmosferze, wśród ciekawych i pomocnych ludzi. Wszystko co dobre, szybko się kończy... Tak więc ... so long, farewell, auf weidersen, adieu!!! 30.08.2006 |
||
Witam wszystkich! Dni biegną w szalonym tempie. Praca, praca, dużo pracy. Każde zadanie mieści w sobie wiele drobnych czynności, które bardzo rozkładają się w czasie. Właściwie na dzień dzisiejszy mogę napisać, że zmierzam ku szczęśliwemu zakończeniu. W piątek miałem krótką prezentację raportu na temat strony internetowej FH Dublin. Prezentacja odbyła się przed kluczowymi osobami w firmie i było to dla mnie nie lada przeżycie:) Raport na temat nowych mediów jest także gotowy. Ostatniego dnia będę miał przyjemność przedstawić go kilku osobom, również w formie prezentacji. Pozostałe zadania nabierają rumieńców i jestem pełen optymizmu:) Wszystko pod okiem fachowców. Wszystkie przepisy BHP są przestrzegane. Nic nie dzieje się pochopnie, nic na skróty. Tak, myślę, że jest to jeden z wyróżników pracy tutaj. Wszystko ma swój ustalony harmonogram, wszystko zgodnie płynie, nie widać ludzi biegających w popłochu. Obrastam w błogi spokój;) Do wyspiarskiej pogody zaczynam się coraz bardziej przyzwyczajać i właściwie - jak na ironię - na kilka dni przed wyjazdem doceniam jej różnorodność. Jedna z zasad, którą staram się od niedawna przestrzegać, brzmi następująco: „Nigdy nie zmieniaj swoich planów ze względu na pogodę. To pogoda ma wyłączne prawo zmian”. Tak, proszę Państwa. Ta myśl przewija się w mojej głowie jak mantra. To, że w tej chwili za oknem świeci urocze słońce i zapowiada się cudowny dzień, nie oznacza że o godzinie 17 nie będzie padać… Ale już o 19 niebo będzie błękitne. O 21 zacznie padać przez chwilę, a później temperatura spadnie… A my wciąż na mieście… Temat ten przewija się przez wszystkie rozmowy, na wszystkich piętrach firmy i cały czas nie mogę rozgryźć, jaki stosunek do pogody maja „tubylcy”. Wyczuwam w tym wszystkich nonszalancję;) Ostatnie dni pobytu tutaj mam starannie zagospodarowane. Tak się składa, że tego samego dnia co ja, firmę opuszcza jeszcze jedna osoba. Jest to dla niej również pożegnanie, gdyż wybiera się w podroż… uwaga…dookoła świata, z przyjaciółmi. To jeszcze nie koniec. Niebawem końcówka, finał i podsumowanie. Pozdrawiam! 29.08.2006 |
||
PRaktykowanie praktykowaniem, ale przecież nie samą pracą człowiek żyje:) Powinnam chyba zdać krótką relację z tego, jak to się w Brukseli żyje;) Tak więc wszystkiego „po trosze”: 22.08.2006 |
||
Dni w pracy biegną bardzo szybko, kolejne etapy zadań pokonuję z pełnym zaangażowaniem i z rumieńcem na policzku. Na początek pragnę przyczynić się do uchylenia rąbka tajemnicy o zasadach pracy panujących w FH. Nawiązując do brukselskiego wątku Ani, stwierdzam, że faktycznie praca przebiega tutaj bardzo indywidualnie. Ale wszystko prowadzi do teamu. Inaczej, wszystko zaczyna się w teamie i później każdy ze specjalistów indywidualnie pracuje nad swoją częścią projektu. Zasada jest taka, że do zadań wybiera się najbardziej odpowiednie osoby. Burza mózgów to pierwszy etap, to wyzwolenie zbiorowej inteligencji:). W trakcie prac nad projektem ludzie spotykają się w mniejszych zespołach i dyskutują o poszczególnych zagadnieniach. Przy swoich projektach mam cały czas okazję konsultacji i wymiany opinii. Robię to z osobami z trzech działów. Jest to o tyle cenne, że pozwala poznać zdanie innych ludzi o różnych doświadczeniach i o różnej wrażliwości. Na stałe, przy projektach, współpracuje z Ciaranem, moim bezpośrednim opiekunem. Na tym etapie konsultacje są szczególnie cenne i ważne. Individual Team Working to zwrot, który jako pierwszy przyszedł mi do głowy i być może w jakiś sposób opisuje atmosferę pracy w FH. Ach tak, zadania, zadania. Zadanie nr 1 już skończyłem. W tej chwili czekamy na powrót z wakacji Rhony, z którą będę miał okazję przedyskutować efekty mojej pracy. Dla wyjaśnienia, Rhona Blake to Managing Director FH Ireland. To będzie pasjonująca dyskusja:). Pozostałe zadania są nadal w fazie rozwoju. Jesteśmy po wizycie w Wydziale Promocji Handlu i Inwestycji Ambasady RP w Dublinie. Spotkanie przebiegło w miłej atmosferze. To była forma wywiadu, trochę dziennikarskiego podejścia, gdyż Ciaran ma duże doświadczenie w tej dziedzinie. Spotkanie było wstępem do projektu, w ramach którego mam opisać temat zarządzania reputacją irlandzkich firm w Polsce. Brzmi ciekawie i wyzywająco;) Dzisiaj mamy słońce, słońceeeeee. To dobry znak, szczególnie na zbliżający się weekend. Plaża, koce, piknik, krem do opalania UV 30, lody rozpuszczające się w rękach… nie, nie, nie przesadzajmy z tym słońcem:). Pozdrawiam!!! 18.08.2006 |
||
To dwie z wielu zasad, jakie składają się na filozofię FH. Wszystkie, w formie plakatów, wiszą na ścianach biura. W ostatnich dniach miałam okazję przekonać się, że to nie tylko slogany... 16.08.2006 |
||
To już jest koniec, nie ma już nic, jesteśmy wolni... Ostatnie godziny mojej praktyki. Właśnie wróciliśmy z ostatniego wspólnego lunchu. Biuro jest bardzo spokojne, a trzy osoby z mojego działu są nieobecne. Chyba po wczorajszej burzy mózgów zakrapianej alkoholem trudno byłoby wrócić do pracy:) W każdym razie miło mi mija ten ostatni dzień. Na pożegnania i pamiątkowe zdjęcia jeszcze przyjdzie czas, teraz krótkie podsumowanie. 4 tygodnie, 20 dni roboczych x 8,5h dziennie - tyle czasu spędziłam w biurze FH w Londynie. Uczyłam się, rozmawiałam, obijałam... Przegląd prasy, wyszukiwanie danych, raporty, bazy danych, skanowanie, kawa i herbata z mlekiem. To wszystko będzie mi przypominało moją praktykę. Zdobyłam cenne doświadczenie i poznałam wiele nowych rzeczy, otworzyłam szerzej oczy na wiele spraw, które do tej pory istniały tylko w sferze abstrakcji i za murami globalnych korporacji. Kiedy rozmawia się o strategii rozwoju Carlsberga, w około leżą Pampersy do testowania, a Ernst&Young to jeden z klientów, świat gigantów biznesu jest bardzo blisko... Natomiast dziennikarze The Times, The Independent, The Guardian to osoby „codziennego kontaktu”. Na wiele rzeczy będę patrzeć inaczej, pod innym kątem. I dlatego było warto wstawać rano, stresować się, czuć się jak silly puppy, nie rozumiejąc co do ciebie mówią lub zapominać najprostszych słów.... Mimo wszystko było warto, bo bez popełniania błędów i świadomości swoich niedociągnięć świat stałby w miejscu. A tak przynajmniej wiemy, co może być lepiej. Tak więc życzę wszystkim jak najwięcej wyzwań i odwagi, by je podjąć. Świat stoi przed nami otworem, od nas zależy czy ruszymy przed siebie! 11.08.2006 |
||
Wczoraj byłam w szpitalu… I was in the Hospital yesterday…. Nie martwcie się jednak o moje zdrowie, z którym, mam nadzieję, wszystko jest w porządku. The Hospital to swego rodzaju klub. Klub, do którego należą nieliczni, mam tu na myśli tych, których stać na comiesięczną składkę, sięgającą...... tak po prawdzie to nie wiem:) W Hospitalu odbył się brainstorm naszej dywizji. Każdy miał opracować charakterystykę 2 konkurencyjnych agencji PR i zastanowić się co można usprawnić, jaka jest nasza tożsamość i kluczowe cechy. Była analiza SWOT, rozmowy w mniejszych grupach itp. Wszystko trwało 3 godziny. Ciekawe doświadczenie. Dzisiaj jest mój przedostatni dzień w biurze FH. Jeszcze za wcześnie na podsumowania, ale już teraz stwierdzam, że było warto przez te 4 tygodnie wstawać rano, wsiadać w Central Line, przesiadać do Picadilly Line, wysiadać na Covent Garden. Warto było wracać wieczorem i padać z ulgą na łóżko. Dlaczego.....? To już w następnym odcinku... 10.08.2006 |
||
W Dublinie czas płynie inaczej… Po długim weekendzie rozpoczął się drugi tydzień mojej praktyki. W poniedziałek Irlandczycy obchodzili Bank Holiday, święto ustanowione przez banki, mające swój początek w XIX wieku. Trzy dni to sporo czasu, żeby wydeptać parę ścieżek w Dublinie i okolicy:). W ten sposób zwiedziłem National Botanic Garden, klify w Howth, Trinity College, katedrę św. Patryka i wiele innych uroczych miejsc. Weekend szybko się skończył i we wtorek wróciłem do rzeczywistości, która stawia przede mną coraz bardziej wymagające zadania. W firmie ustaliłem, z moim opiekunem Ciaranem, trzy główne zadania, obejmujące mój pobyt w Dublinie. Zadanie 1. Raport dotyczący strony internetowej FH Dublin. Jest to moje krytyczne spojrzenie:) i próba zaproponowania kilku ciekawszych rozwiązań. Mogę tutaj pochwalić się swoim doświadczeniem z zakresu nowych technologii:) i web designu. Zadanie 2. Raport na temat nowych technologii i ich wykorzystania w public relations. Bardzo fajna sprawa, bo jest to „moja działka”. Ukoronowaniem mojej pracy będzie krótka prezentacja multimedialna, w ramach Akademi FH. Będę miał okazję prowadzić lub współprowadzić szkolenie dla zespołu agencji:). I zadanie nr 3… jeśli ktoś do tej pory wytrwał zapraszam dalej:) (tutaj powinna pojawić się tabliczka „tylko dla wytrwałych”) W ramach nr 3 będę tworzył raport o polskiej społeczności w Dublinie, zachowaniach konsumenckich, barierach językowych, współpracy z władzami i instytucjami w Irlandii, o polskich mediach w Dublinie. Czekają mnie wywiady z przedstawicielami Polonii i z przedstawicielami polskich instytucji prężnie działających w mieście. Najbardziej wytrwałym i cierpliwym zdradzę, że wraz z Ciaranem mamy spotkanie z przedstawicielem polskiej ambasady, z radcą handlowym. To będzie dopiero przeżycie. Aha, z ciekawostek: pogoda jest tutaj szalona. Słońce, deszcz, wiatr, słońce ponownie, wiatr i słońce, mgła i deszcz, wiatr i mgła. Nigdy nie wiem, co będzie za godzinę. W Dublinie czas płynie inaczej… Pozdrawiam. 10.08.2006 |
||
Rozpoczął się drugi tydzień mojego PRaktykowania. Zaczynam się tu czuć jak w domu;) Drogę do pracy przemierzam jeszcze śpiąc, więc niemalże "na pamięć" (poranki brukselskie w tej kwestii nie różnią się niczym od moich warszawskich;). Kawa skutecznie mnie budzi i mogę rozpocząć lekturę najważniejszych stron internetowych. Przebudzona i gotowa do działania czekam spokojnie na wytyczne... Moja "opiekunka" Alexandra od piątku jest szczęśliwą urlopowiczką, więc pieczę nade mną przejęła teraz Rachel. Ponieważ dziś jest jej pierwszy dzień w biurze po dwutygodniowych wakacjach, musi się zająć odpowiedzią na setki maili, które w tym czasie zapełniły jej skrzynkę. Ja postanowiłam pogrzebać na wewnętrznych stronach internetowych FH i w zasobach sieciowych (można tu znaleźć różne ciekawostki i baaaardzo przydatne materiały). To idealne zajęcie na poniedziałek, szczególnie po męczącym weekendzie;) 07.08.2006 |
||
Witam! Właśnie zaczynam ostatni tydzień mojej praktyki. Radość przeplata żal, że koniec jest blisko. Radość, bo wcale nie jest tak łatwo na praktyce za granicą. Bariera językowa to najistotniejsza przeszkoda, by podejmować kreatywne działania. Pozostają więc te mniej znaczące, mniej ciekawe. Z drugiej strony, to niepowtarzalne doświadczenie na 4 tygodnie znaleźć się w nowoczesnym biurze, w samym sercu Covent Garden. Móc obserwować od wewnątrz styl życia angielskiego społeczeństwa, rozmawiać o marketingu i pić herbatę z mlekiem. Tego nic nie zastąpi. Londyn po pracy to ciekawe miejsce. Zwłaszcza liczne, zadbane parki kuszą swoim niepowtarzalnym charakterem i relaksującą atmosferą. Na Trafalgar Square natomiast odbywa się festiwal sztuki ulicznej. Załapałam się na operę o niewolnictwie. Każdy znajdzie coś dla siebie. Muzea i galerie stoją otworem. Piwo też mają całkiem niezłe. Byłam w kilku pubach i mogę powiedzieć, że warto się do nich wybrać. Niestety nie na całą noc. Około 11 rozlega się dzwonek, który oznajmia, że teraz można zamówić ostatnie piwo. Po ok. 20 minutach goście są uprzejmie proszeni o opuszczenie lokalu. W klubach natomiast jest inaczej, są czynne do ok. 4 rano. Na zakończenie ubiegłego tygodnia mieliśmy rozmowę na temat klientów, zdobywania nowych zleceń itp. Na krótko przed zakończeniem pod drzwi sali konferencyjnej podjechał wózek z napojami. Wszyscy piliśmy piwo. Ten zwyczaj wydal mi się nieco dziwny. To było w czasie pracy! Ale podobało mi się:) Pozdrawiam i do następnego wpisu. 07.08.2006 |
||
Drugiego dnia do biura zmierzałam z uśmiechem na ustach. W dobry humor wprawiał mnie ciągle padający deszcz (specjalnie dla mnie pogoda poprawia się koło godziny 18 ;) i myśl, że przede mną spokojny dzień i nowe wyzwania... Wygląda jednak na to, że wakacyjny luz, który zapowiadała Aleksandra, wygląda troszeczkę inaczej niż sobie to wyobrażałam. Na korytarzach jest całkiem spokojnie, ale to tylko pozory. Każdy pracownik przy swoim biurku energicznie stuka w klawiaturę lub wykonuje setki telefonów (rozmowy odbywają się chyba we wszystkich językach świata;). Moja „opiekunka” Aleksandra biega po korytarzach, a zatrzymuje się przy mnie tylko na chwilę, by zlecić mi kolejne zadanie (wyszukiwałam już informacje o cukrzycy, aspirynie, biotechnologii i biosymilantach). O godzinie 12 wszyscy opuścili swoje biurka - zebranie załogi! W niewielkiej salce konferencyjnej, wreszcie mogłam spojrzeć na cały zespół. Z moich obserwacji wynika więc, że w biurze FH pracują ludzie młodzi, a przeważa chyba płeć brzydka. To raczej zgrany, dobrze się znający zespół. Zostałam oficjalnie wszystkim przedstawiona, a następnie Caroline (Managing Director) omówiła bieżące problemy. Były też gratulacje z okazji ślubu dla Aleksandry, podziękowania za ciężką prace dla Adhira (ostatnie tygodnie były dla niego podobno wyjątkowo ciężkie), omówienie planów urlopowych i oczywiście zachęcenie do dalszej pracy:) Na zakończenie Robert (Consultant) ogłosił wyniki konkursów, jakie ostatnio sobie zorganizowali pracownicy, a które dotyczyły Mundialu (obstawianie wyników i typowanie Mistrza Świata). Już samo omówienie przebiegu całej zabawy wywołało wiele emocji na sali, więc wyobrażam sobie co tu się działo w czasie każdego meczu;) Po spotkaniu przerwa na lunch, a od godziny 14 wszystko w biurze wraca do poprzedniego stanu. Najważniejsze jest jednak to, że ludzie są uśmiechnięci i zadowoleni. Ta praca naprawdę sprawia im przyjemność, a ja też przyjdę tu jutro z ochotą;) 03.08.2006 |
||
Dublin, 9 rano, dotarłem do biura FH w bardzo miłej dzielnicy nad kanałem, w pobliżu portu. Rozpoczynam praktykę w przemiłej atmosferze. Witam się z wszystkimi, koleżanka z pracy oprowadza mnie po biurze i opowiada o tajnikach pracy w firmie. Mnóstwo informacji, emocje i rosnąca ciekawość. Pierwsze zadania za mną. Dzisiaj uczestniczyłem w burzy mózgów, przeprowadzonej wraz z klientem. Bardzo pouczające spotkanie, które umożliwiło mi poznanie sposobu pracy nad projektem od samego początku, od idei. Sam przebieg brainstorming nie jest zwyczajną wymianą opinii. Na początek słodycze, cola, woda i jeszcze trochę słodkości. Osoba prowadząca faktycznie koordynuje spotkanie, porusza pewne kwestie, naprowadza, notuje. Atmosfera jest bardzo przyjazna, wręcz radosna a luźne pomysły przybierają formę konkretnej taktyki. Bardzo efektywne spotkanie i mnóstwo zjedzonych czekoladek;) 03.08.2006 |
||
W Dublinie od początku sierpnia praktykuje Tomasz Woźniak. Jest on laureatem II nagrody w konkursie PRaktykuj za granicą. Tomek jest absolwentem filologii polskiej na Uniwersytecie Śląskim (specjalizacja medioznawcza). Obecnie studiuje podyplomowo public relations w Wyższej Szkole Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera w Krakowie. Prywatnie - czyta, pisze (formy poetyckie i prozatorskie), zajmuje się animacją flash-ową oraz animacją 3d. Jest fanem niemego kina, szczególnie Chaplina. Jego przygoda z public relations zaczęła się stosunkowo niedawno, choć zagadnienia komunikacji są mu bliskie z racji działalności artystycznej. Wiadomość o konkursie dotarła do laureata II miejsca z serwisu Proto.pl, czytanego w ramach porannej lektury prasy. Co skłoniło go do wzięcia w nim udziału? „Sympatia, jaką darzę Amnesty International, chęć zaprezentowania swoich pomysłów, chęć sprawdzenia się pod okiem wybitnych specjalistów” – tłumaczy Woźniak. „Public relations to bardzo interesująca dziedzina. Fascynuje mnie komunikacja, jej prostota i złożoność zarazem. To niezwykły proces i chciałbym rozwijać swoje umiejętności w tym zakresie. Od zagranicznych praktyk oczekuję przede wszystkim nowych doświadczeń, nowej wiedzy, poznania innego punktu widzenia, kontaktu z doświadczonymi i otwartymi ludźmi, przygody, świeżości i nowych pomysłów”. 03.08.2006 |
||
Witam, 01.08.2006 |
||
W tym tygodniu swój staż w biurze agencji Fleishman-Hillard w Brukseli rozpoczęła Anna Kadzikiewicz. Wybrała praktyki z dziedziny health care. Anna Kadzikiewicz, laureatka III nagrody w konkursie, jest absolwentką Wydziału Nauk Społecznych i Filologicznych Wyższej Szkoły Pedagogicznej Towarzystwa Wiedzy Powszechnej w Warszawie, kierunku politologia (specjalizacje: integracja europejska oraz polityka społeczna). Obecnie jest słuchaczką Podyplomowego Studium Public Relations na Uniwersytecie Warszawskim. Interesuje się komunikacją interpersonalną, polityką społeczną, a także marketingiem społecznym. „O konkursie dowiedziałam się z newslettera Proto. Zaciekawiły mnie tematy konkursowe. Ponieważ lubię podejmować wyzwania, pomyślałam o udziale w konkursie, jako o dobrym sposobie na sprawdzenie siebie i moich umiejętności. Praca nad projektem dla Amnesty International była dla mnie przyjemnością, a decyzja jury sprawiła mi ogromną radość” – mówi Anna Kadzikiewicz. „Udział w konkursie utwierdził mnie w przekonaniu, że public relations jest dziedziną, z którą chciałabym związać swoją przyszłość. Staż za granicą będzie dla mnie znakomitą okazją na wzbogacenie mojej wiedzy teoretycznej o praktyczne doświadczenia”. 01.08.2006 |
||
Minął półmetek mojej praktyki. Z jednej strony się cieszę, z drugiej coraz bardziej wsiąkam w te realia, a tu niedługo trzeba będzie pakować manatki. Tak to jest, wszystko ma swój początek i koniec. Przy okazji, chcę was wszystkich przestrzec przed zbyt surową oceną początków, a już na pewno przed rezygnowaniem z dalszych działań z powodu przeciwności. Stare porzekadło słusznie zauważa, „złe dobrego początki”, tudzież „początki zawsze są trudne”, czy gdzie indziej „najgorzej jest zacząć”. I to wszystko jest prawda. Dlatego przestrzegam, drodzy przyjaciele, nie poddawajcie i walczcie do końca! To tyle wersetu moralizatorsko-patetycznego. Co jeśli chodzi o nowości? Ano jest o czym pisać. Chociażby o piątkowym party na tarasie. Bardzo mi przypadło do gustu, i to nie ze względu na dostępne bez ograniczeń piwo i wino, ale atmosferę i weekend, który czuło się w powietrzu.... W piątek niestety, żegnaliśmy też Andrew, mego dobrego frienda, który miał swoje biurko tuż obok mojego. Musiał odejść, bo nie ma paszportu UK. Trudno też określić go co do narodowości. Urodził się bowiem w USA, później mieszkał w Brazylii, po kilku latach przeprowadził się z rodziną do Luksemburga, studiował natomiast w Londynie. Ciekawe prawda....? W sobotę spożyłam chiński obiad. Mniammm, polecam. Mieszkam w domu z 3 Chińczykami i jednym Anglikiem, więc chiński obiad musiał być. Teraz czekamy na angielski. A co z polskim, no właśnie, ja nie wiem co mogę przygotować, chyba placki ziemniaczane, przecież są takie pyszneeeeeeee..... Dzisiaj natomiast idę do The Globe, na „Komedię omyłek”, spodziewam się niezapomnianych doznań, zobaczymy, co z tego wyniknie. Tymczasem, trzeba kończyć raport dla McCaina i poszukać wypowiedzi na temat offshore investing dla Cayman Islands, tak więc, do następnego wpisu, paaa:) 31.07.2006 |
||
Dzisiejszy dzień upłynął w bardzo spokojnej atmosferze. Szczególnie miło wspominam porę lunchu, na który poszłam z kolegami z biura. Nie wypada o tym mówić, no ale cóż, ja zawsze jestem szczera, plotkowaliśmy….i było tak przyjemnie….Nie napisze jednak o tym, co było głównym tematem naszej dyskusji, niektórych bowiem temat może nieco zszokować, a obecną polską władzę rozwścieczyć. W każdym razie stwierdzam, że Londyn to naprawdę tolerancyjne miasto… Nie narzekam na natłok zajęć. Może to i dobrze, w końcu mam wakacje. Najwięcej wiedzy czerpie się od innych ludzi, poprzez konwersacje, pytanie, pytanie i jeszcze raz pytanie. Wypytywanie o wszelkie materiały, handouty, manuale itp. O wszystko trzeba walczyć, no może przesadzam, wystarczy po prostu uprzejmie pytać. Tak naprawdę bowiem, jedyną osobą, która jest zainteresowana tym, by mój pobyt tutaj był tzw. beneficial, jestem ja. Tak więc obrałam swoistą taktykę. Sama organizuję sobie spotkania z osobami z innych działów, dziedzin itp. i pytam, co i jak. Polecam wszystkim tę taktykę, bo czekając na niekiedy schematyczne zadania od buddiego niewiele się nauczycie. Poza tym wczoraj mój dział miał spotkanie z Kevinem, było dość istotne, bo dział prezentował bodaj strategie na następny rok. Prezentacja, próby, pełny profesjonalizm. I like it ……Cheers! 27.07.2006 |
||
No cóż, czas płynie szybko, a ja zaczynam właśnie drugi tydzień praktyk. Weekend spędziłam na zwiedzaniu. Kilka muzeów, Tower of London, Tower Bridge, Notting Hill, Harrods… i jeszcze kilka miejsc. Stwierdzam jednak, że zwiedzanie to nie jest to, co lubię najbardziej, zwłaszcza, gdy wszędzie kłębią się tłumy turystów. Zapewne jednak Was bardziej niż uroki Londynu interesuje moja praktyka. Tak więc napiszę o niej kilka słów. To, co na początku robi duże wrażenie, to samo zachowanie Anglików. Wszyscy są tacy mili!!!!! Atmosfera w pracy w niczym nie przypomina tej, do której przyzwyczailiśmy się w Polsce. Mimo, że zapewne to tylko pozory, to lepiej jest w nich tkwić niż chodzić z kamienną twarzą i burczeć coś pod nosem…W każdym razie mi to odpowiada. Wspomniana przeze mnie uprzejmość jest bardzo wyostrzana w przypadku rozmów telefonicznych, które prowadzą - a ja, chcąc - nie chcąc, słyszę. Wygląda to mniej więcej tak: - Hi, it is XY speaking. How are you?... - I am very well, very well… - I saw your article, it is great, marvelous, super... - Best wishes, cheers bye bye… Szczególnie śmieszy mnie zakończenie, cheers bye bye… Słowo CHEERS jest tu poprostu niezastąpione. Cóż więcej - jako tzw Intern nie mam samodzielnych ani kreatywnych zadań. Wcale się temu nie dziwię, bo bariera językowa to istotna przeszkoda. Mimo, że wydaje nam się, że znamy język, rzeczywistość jest inna - szkocki akcent, specyficzne zwroty, tego nie da się nauczyć na najlepszym kursie… Najgorzej jest, jak zaczynają żartować lub chatować, wtedy czuję się jak przybysz z obcej planety. Nielepiej jest, gdy doświadczam tzw zaplątania języka i zapominam najprostszych słów. To naprawdę istotne, z kim rozmawiamy po angielsku. Z nie-nativami jest przyjemnie, choć też nie zawsze. Np. moja współlokatorka jest Chinką, a mimo to jak z nią rozmawiam to też popełniam błędy. Swoją drogą od Chińczykow można się dowiedzieć wielu interesujących rzeczy, z reguły nieprzyjemnych. Np. tego, że długość włosów w chińskich szkołach jest ściśle określona. Jeśli są na tyle długie, że zasłaniają ucho, należy je bezwzględnie ściąć. Jeśli się tego nie zrobi, nauczyciel może zrobić to sam. Wracając do praktyki - to ostatnio dostałam tak denerwujące zadanie, że chyba go nie zrobię. Mianowicie chodzi o raport z monitoringu mediów dla McCain, szkopuł leży w tym, że teraz muszę zeskanowane wycinki ułożyć w innej kolejności niż zrobiłam na początku, never mind…. Ale są też pozytywne strony: mam iść na szkolenie z Outlooka i mieć możliwość praktyki w innych działach niż mój corporate division. Poza tym wybieram się do teatru, do słynnego The Globe, najlepiej na jakąś komedię. Russel, który mieszka w tym samym domu, ma się zorientować, co i jak. Podsumowując, życie w Londynie ma zdecydowanie więcej plusów niż minusów… CHEERS:) 24.07.2006 |
||
Szybko, łatwo i przyjemnie - tak możesz otrzymywać informacje o nowych wpisach na blogu PRaktykuj za granicą. Od dziś udostępniamy możliwość otrzymywania informacji z bloga poprzez kanał RSS pod ścieżką http://www.instytut.com.pl/rss/blogPRaktykuj.xml. Jak otrzymywać informacje z IMM przez RSS? 19.07.2006 |
||
Diabeł nie taki straszny... choć trzeba przyznać, że nie jest znowu taki subtelny... Żadnego parzenia kawy, drukowania, tworzenia baz danych tylko real work!!! Już pierwszego dnia zostalam poproszona o przeszukanie prasy w zakresie informacji o British Library i krótki brief na ten temat. Lexis Nexis jest przy tym niezastąpiony. Wyszukał 136 artykulów, a ja mam to zmieścić na 1 stronie....pomocy !!!!!!! 19.07.2006 |
||
Tiny intro... Londyn, Fleishman-Hillard, Lara Croft i JA. Przez 4 tygodnie będziemy nierozłączni. W Londynie, na praktyce w agencji FH w otoczeniu manekinów łudząco przypominających Lare Croft, jednego z klientów firmy, będę „PRaktykować za granicą”... Globalna korporacja odsłoni przede mną swe zagadkowe oblicze. Co się kryje za kotarą, we will see. Dzień 1 - Covent Garden i Lara Croft... So, it is time to start... Z nutką niepewności wysiadam na Covent Garden. Obiektywnie patrząc, całkiem łatwo jest tu dotrzeć, niestety nie dla mnie. Pomyliłam metro i zamiast w stronę Covent Garden pojechałam na Russel Square. W końcu wysiadłam na odpowiednim przystanku. Szukam adresu, 40 Long Acre. Przeszłam pół ulicy, zanim zorientowałam się, ze biuro jest dosłownie za rogiem stacji. No cóż, będę wiedziała na przyszłość... Wchodzę do recepcji, siadam na czerwonym, stylowym fotelu i czekam. Czas umilam sobie lektura „PRweek”, który leży na stole. Po chwili wchodzi młoda Murzynka, jak się okazuje Line Brown, z działu HR. Krótki tour po biurze i zajmuję swoje stanowisko pracy. Dokumenty do wypełnienia lądują na moim biurku. Chłopak z IT pokazuje mi tajniki wewnętrznej sieci. Popijając kawę czekam na pierwsze zadania… 17.07.2006 |
||
Od 17 lipca w londyńskim biurze agencji Fleishman-Hillard pracuje stażystka Dorota Grądzka. Zwyciężczyni konkursu PRaktykuj za granicą podjęła praktyki w dziale Corporate PR. Dorota ma 21 lat, studiuje prawo na Uniwersytecie w Białymstoku oraz anglistykę na jednej z prywatnych uczelni. Należy do organizacji studenckiej AIESEC. Przez kilka miesięcy łączyła studia z pracą w lokalnej Gazecie Wyborczej – jest zainteresowana publicystyką społeczną, w szczególności felietonistyką, co za tym idzie, również psychologią społeczną. Lubi podróżować, poznawać obcokrajowców, ich zwyczaje, kulturę, kuchnię; ćwiczy jogę. Jak mówi zwyciężczyni „PRaktykuj za granicą”, o konkursie dowiedziała się z ogłoszenia w internecie. „Wzięłam udział, gdyż spodobał mi się temat pracy konkursowej, a poza tym chciałam się sprawdzić w pisaniu strategii - nigdy wcześniej tego nie robiłam. Nie wiem czy zwiążę swoją przyszłość z PR-em, wiem jednak, że ta branża jak na razie mnie interesuje i chciałabym rozwijać swoje zainteresowanie w tej dziedzinie. Praktyki zagraniczne to dla mnie przede wszystkim przygoda. Mam nadzieję, że poznam profesjonalistów z branży PR, którzy podzielą się ze mną swoją wiedzą i podszlifuję angielski, zwłaszcza w zakresie słownictwa specjalistycznego. Poza tym mam nadzieję poczuć atmosferę londyńskiego życia...”. 17.07.2006 |
||
Niedawno zakończyła się trzecia edycja konkursu public relations „PRaktykuj za granicą” organizowanego przez Instytut Monitorowania Mediów. Zwycięzcy, dla których agencja Fleishman-Hillard przygotowała staże w 3 europejskich miastach, już wkrótce rozpoczną swoją przygodę z PR w praktyce. Dorota Grądzka będzie praktykować w Londynie, Tomasz Woźniak - w Dublinie, a Anna Kadzikiewicz pojedzie do Brukseli. Przed nimi nowe wyzwania i nowe przeżycia – chcemy o nich informować na bieżąco, zachęcając tym samym innych adeptów public relations do spróbowania swoich szans w tym zawodzie i konkursie. W Blogu PRoto dla laureatów konkursu będziemy publikować relacje z pobytu i pracy praktykantów w agencjach PR w Londynie, Dublinie i Brukseli. Zachęcamy do czytania i komentowania ich wpisów! 12.07.2006 |
||
| Wszystkich pozycji:27 | strona: 1/1 | na stronie: |
- OFERTA:monitoring prasy: lista gazet | monitoring internetu: lista portali | AMI | monitoring RTV: lista stacji RTV | monitoring międzynarodowy | platforma IMM: statystyki | dodatkowe pola opisu | raporty i analizy: serwisy informacyjne | analiza skuteczności | referencje | przykłady raportów | MediaContact: korzyści | HIM | oferta dla wydawców
- PUBLIKACJE:
- DLA MEDIÓW:
- PLATFORMA IMM:






